piątek, 31 maja 2013

Boże Ciało

Dlatego, że mamy długi weekend (no dobra, nie wszyscy) postanowiłam napisać co nieco o święcie, dzięki któremu mamy wolne - Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, znane nam jako Boże Ciało. Skąd wzięło się to święto?

W 1245 r. św. Julianna z Cornillon otrzymała wizje, w których Chrystus zażądał ustanowienia osobnego święta ku czci Najświętszej Eucharystii. Pod jej wpływem biskup Robert z Thourotte ustanowił w 1246 r. taką uroczystość dla diecezji Liege. Ale w tym samym roku biskup zmarł, a reszta duchownych uznała, że takie święto jest niewłaściwe. Żeby było ciekawiej, Julianna została uznana za heretyczkę. Jednak sprawę zbadano i ponownie wprowadzono święto. W 1252 r. zostało już rozszerzone na całe Niemcy. 

Jak to się stało, że uroczystość została ustanowiona dla całego Kościoła Katolickiego? Otóż w 1263 r. kiedy kapłan odprawiał mszę świętą, po Przeistoczeniu kielich przewrócił się i zawartość wylała się na korporał (czyli >>>TO<<<). No i wino zamieniło się w krew. Po tym wydarzeniu papież Urban IV ustanowił Boże Ciało dla całego Kościoła.

W Polsce ta uroczystość pojawiła się w 1320 r., a jako świętem powszechnym, obchodzonym we wszystkich kościołach w państwie, zostało uznane sto lat później.

No i mamy procesję do czterech ołtarzy (symbolizujące cztery strony świata, cztery żywioły i cztery ewangelie), przy każdym z nich czytany jest fragment Ewangelii, śpiewane są pieśni. Na dzisiejszym kazaniu, proboszcz mojej parafii, powiedział, że ta uroczystość jest po to, żeby "pokazać światu, że spożywanie Ciała i Krwi Chrystusa daje zbawienie i to jest jedyna słuszna droga".

Nie wiem jak w innych parafiach, ale u nas wygląda to tak: dziewczynki sypiące kwiatki przejęte, dzieci niosące figurki zmęczone, Kółko Różańcowe przejęte, końcówka procesji śpiewa co innego, niż jej przody, głośniki przerywają, ludzie gadają i robią sobie spotkanie towarzyskie, wszyscy rzucają się na "święte drzewka" z ołtarzy, zanim tył dojdzie do ołtarza, to ksiądz zdąży już przeczytać fragment Ewangelii i nikt nic nie słyszy, a do tego, przy Podniesieniu, wszyscy zamiast klęczeć - kucają, bo ziemia brudna. Alleluja, Jezus żyje! Tylko gdzie On w tym wszystkim jest? Czy ktoś w ogóle rozumie co się tu dzieje? Bo to trochę wygląda jak wyścig pod tytułem "kto zrobi lepszy ołtarz", albo jak "spacer ze znajomymi". Chyba nie o to w tym chodzi, prawda? Jeżeli już takie święto powstało, to warto by było ogarniać co jest w nim najważniejsze, jeśli ktoś nazywa się katolikiem.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia - oktawa Bożego Ciała. Jest to osiem niezwykłych dni po święcie (nie tylko Boże Ciało ma swoją oktawę). Katolicy twierdzą, że właśnie w tym czasie "Jezus chodzi ulicami naszych miejscowości i możemy spotkać Go na procesji" (przepraszam, parsknęłam śmiechem; Jezus jest z nami zawsze i wszędzie, nie jest jakąś kometą, która zjawia się co określony czas). Przez te osiem dni odbywają się mniejsze procesje, wokół kościoła (trasa powinna mieć dokładny kształt koła lub kwadratu, ponieważ uważa się, że są to figury doskonałe). Ostatniego dnia oktawy, w czwartek, święcone są wianki sporządzone z pierwszych kwiatów i ziół leczniczych. Po co? Po to, żeby zabrać je do domu, powiesić gdzieś (najlepiej na "świętym obrazku") i dzięki temu będziemy chronieni przed chorobami, nieurodzajem, piorunami... Wybaczcie mi, ale znów się zaśmiałam - od razu kojarzy mi się niedawny list apostolski, o którym pisałam dwa tygodnie temu ("amulety są złe!").

Jeszcze jedna informacja odnośnie oktawy - jeśli pościcie w piątki, to dzisiaj spokojnie możecie zjeść sobie szyneczkę, w czasie oktaw nie obowiązuje post w piątek. 

A co Wy myślicie na temat tego święta? Czy w ogóle je obchodzicie? Czy też bawią Was wierzenia związane z oktawą? Piszcie w komentarzach! :)

piątek, 24 maja 2013

Ostatni raz u spowiedzi byłem... nie byłem.

Pomysł na tę notkę wpadł mi do głowy podczas rozmowy z moją koleżanką, która nie uznaje spowiedzi z udziałem pośrednika. Powiedziała też, że przez to nie przyjmuje Komunii Św., bo - według zasad Kościoła Katolickiego - nie może tego zrobić bez odpuszczenia grzechów przez kapłana. Ja jej powiedziałam, że... może przyjąć Komunię. Dlaczego? Ponieważ to Bóg odpuszcza grzechy, a nie kapłan. Takie myślenie jest charakterystyczne dla kościołów protestanckich, ale nie dla katolickich. Skąd to nieporozumienie?

Przyjrzyjmy się Pismu Świętemu.

Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus. (1Tm 2, 5)

Wszyscy prorocy świadczą o tym, że każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów. (Dz 10, 43)

Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego(...)Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie(...)przebacz nam nasze winy. (Mt 6, 6-12)


Powyższe fragmenty zostały przytoczone mi przez zawsze niezawodnego Łukasza (dziękuję!), kiedy to w rozmowie z nim szukałam argumentów dla swojej teorii. Jak widać, Biblia mówi nam, że jedynym pośrednikiem jest Jezus i to do Niego mamy kierować swoje wyznanie grzechów. Nawet apostołowie nie zostawali spowiednikami, tylko radzili innym (słowa Piotra do Szymona z Samarii, który popełnił grzech): Odwróć się więc od swego grzechu i proś Pana, a może ci odpuści twój zamiar. (Dz 8, 22)

Dlaczego w takim razie Kościół Katolicki wprowadził spowiedź z pośrednikiem? Za sprawą tych słów Jezusa: Którym odpuścicie grzechy, będą im odpuszczone, a którym zatrzymacie, będą im zatrzymane. (J 20, 23)

Podczas rozmowy z Łukaszem przedstawiłam mu ten cytat, wiedząc, że nie dojdziemy do niczego, nie wyjaśniając co oznaczają te słowa. I tym razem się nie zawiodłam i dostałam sensowny argument: ten fragment dotyczy przebaczania sobie nawzajem, nakazuje być miłosiernym wobec innych ludzi tak, jak miłosiernym jest Jezus; te słowa nie mogą dotyczyć kapłanów, ponieważ w tamtych czasach ich nie było.

Ok, przyznam szczerze, że jestem osobą, która nie bardzo lubi polegać na słowach zawartych w Starym Testamencie, Dziejach Apostolskich lub Listach apostołów. Zawsze szukam odpowiedzi w słowach Jezusa - wtedy mam czarno na białym, że On to powiedział i nie jest to jakaś nadinterpretacja (no chyba, że jest jakieś dziwne tłumaczenie, które steruje słowami Jezusa - co się zdarza - dlatego szukam różnych tłumaczeń). Z podanych wcześniej fragmentów zostają mi w takim razie dwa: jeden, który jest główną obroną myślenia Kościoła Katolickiego, co automatycznie czyni go beznadziejnym argumentem dla mnie (możemy się kłócić o interpretację do końca świata i jeden dzień dłużej i tak nikt nie wygra); drugi jest modlitwą Ojcze Nasz, którą katolicy także odmawiają, więc też czyni to ją beznadziejnym argumentem (skoro ją znają, a nie uznają jej słów jako argument, więc szkoda czasu na polemikę). Poszperałam więc i... nie znalazłam żadnego nakazu Jezusa dotyczącego spowiadania się komukolwiek innemu oprócz Boga. Cała Biblia przepełniona jest słowami mówiącymi, że tylko Bóg ma moc odpuszczania grzechów. W Nowym Testamencie tylko Jezus to czyni. Namawia też do rozmowy z Bogiem, a nie z innym człowiekiem. Namawiają do tego także apostołowie.

Idea spowiedzi z pośrednikiem pojawiła się dopiero około IV-V w.n.e. w środowiskach monastycznych (czyli zakonnych) jako zwierzanie się przełożonemu ze swych duchowych zmagań. Nakaz takiej spowiedzi został wprowadzony na czwartym soborze laterańskim w 1215 r.

Myślę, że idealnym podsumowaniem tej notki będzie kolejny cytat z Pisma Świętego:
Tak to unieważniliście Słowo Boże przez naukę swoją. (Mt 15, 6)

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zapraszam do komentowania :)

sobota, 18 maja 2013

Katoliku, strzeż się!



W ubiegłą niedzielę ksiądz przeczytał nam w trakcie kazania list pasterski mówiący od zagrożeniach dla katolików. Oczywiście usłyszałam standardową listę: sekty, Harry Potter, wróżki, joga i amulety. Jeszcze tylko Pokemonów brakowało. Zapewne w takich sytuacjach wielu z nas przychodzi na myśl ksiądz Piotr Natanek (jeśli nie wiesz o kogo chodzi, obejrzyj jego wypowiedź na temat okultyzmu: >>>CZĘŚĆ 1<<< oraz >>>CZĘŚĆ 2<<<). Jednak ksiądz Natanek jest przypadkiem skrajnym. Ponadto nie może już sprawować funkcji kapłańskich (co niestety nie znaczy, że ich zaprzestał). Jednak czy takie ostrzeganie przed rzeczami typu Harry Potter jest słuszne?

Jeśli chodzi o sekty, to Episkopat Polski ma rację - trzeba na nie uważać. Od najmłodszych lat szkoła karmiła mnie informacjami na temat niebezpieczeństw wynikających z kontaktami z sektą. Oczywiście mówimy tu o sektach, które w zamierzeniu mają z nas wyciągnąć co tylko się da: lojalność, pieniądze, zdrowie, a czasem i życie. Należy zdawać sobie sprawę, że jakieś zagrożenia na tym świecie istnieją. Dlatego teraz wystosuję apel to wszystkich: jeśli zauważycie, że ktoś z Waszego otoczenia ma problemy lub zachowuje się jakby jego wcześniejsze problemy "rozwiązywała" sekta - nie bądźcie obojętni! To nie musi być Wasz przyjaciel lub inna bliska osoba, żebyście zaczęli działać. Jeśli coś zauważycie, nie zastanawiajcie się - zróbcie coś! To może być nawet Was najgorszy wróg albo ktoś z kim nigdy nie zamieniliście słowa. To Wy powinniście mu pomóc, a nie ktoś z sekty. W sytuacji gdy ktoś zmaga się z problemami, wszystkie nieporozumienia czy bariery nie mają znaczenia. Jakiegokolwiek jesteście wyznania, z jakimkolwiek bogiem się trzymacie - miłość jest najważniejsza.

Następną sprawą jest słynny Harry Potter i inne książki/filmy przedstawiające magię. Naprawdę jestem w stanie wiele zrozumieć, ale mój umysł nie potrafi pojąć gdzie tu zagrożenie? Zacytuję Jezusa: Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym (Mk 7, 20-23) Co to oznacza? Człowiek rodzi się w zamierzeniu dobry (a w każdym razie został stworzony do czynienia dobra i ma zakończyć swoje życie doczesne jako dobry człowiek). Jednak w jego wnętrzu jest również zło. Dlaczego? Bo bez zła nie ma dobra i bez możliwości czynienia zła nie ma wolnej woli (ale o tym więcej postaram się napisać już wkrótce). Wszystko co się z nami dzieje zależy od interpretacji - naszej i tej, którą przekaże nam społeczeństwo. Dlaczego więc magiczne formułki czytane w książce miałyby nam zaszkodzić? Moja znajoma stwierdziła, że być może księża uważają, że dzieci wypowiadające na głos formułki zaklęć podczas zabawy są narażone na większą uwagę Szatana. No ale jak? czemu? Czy do działań magicznych nie potrzeba mocy? Czy może wystarczy tylko nacechowanie tych słów, nadanie im siły sprawczej? Nie popadajmy w paranoje. Czytanie takich książek, oglądanie takich filmów, czy bawienie się w czarodziejów nie jest niczym złym. To jest tylko fikcja. Póki to rozumiemy, nic złego się nie stanie. Nieczystym czyni człowieka tylko to, co z niego wychodzi.

A co z wróżkami? Tutaj krótko. Po co nam to? Na pewno są osoby, które weszły w konszachty z Szatanem i mogą nam zrobić krzywdę. Są też jednak osoby, które pieprzą trzy-po-trzy, że tak się wyrażę i ściągają pieniądze od nieświadomych ludzi. Nie mówię, że za czytanie horoskopu zaraz będziemy się smażyć w ogniu piekielnym, albo za zastanawianie się nad naszym snem Bóg zgniecie nas jak robaki. Po prostu musimy mieć trochę pomyślunku. Życie jest pełne możliwości, po co ograniczać je dając jakiejś przepowiedni sobą manipulować?

A joga? Te niepozorne praktyki tak naprawdę mają na celu połączenie się z bóstwem i osiągnięcie wyższego poziomu rozwoju duchowego. Jeśli potraktujecie to tylko jako ćwiczenia, które dobrze wpływają na Wasze zdrowie, to mijacie się z celem. Piszę tutaj o zagrożeniach dla chrześcijan, dlatego mogę bez skrupułów napisać - człowieku, nie połączysz jogi ze swoją religią! Jak byś się czuł gdyby Twój ukochany adorował kogoś innego w Twojej obecności?

I na koniec, amulety! Nie dajcie się wkręcić wszystkim plakatom wieszczącym, że tęcza i krzyż celtycki to prosta droga do piekła. To tylko niektóre z symboli, które są akceptowane przez władze kościelne, albo są nawet symbolami religijnymi, a przedstawiane są często jako symbole Szatana. Jednak pamiętajcie - nosząc jakikolwiek symbol, określacie siebie. Ja nosząc na szyi krzyż określam siebie jako chrześcijanina. Ktoś mógłby mi zarzucić, że noszę amulet (to nie jest przesada, niektórzy traktują medaliki jak jakieś źródło energii, albo miejsce, gdzie przebywa Jezus albo Matka Boska i nas ochrania). I znów - wszystko musi pozostać w granicach rozsądku! Musimy zdawać sobie sprawę, że są na świecie przedmioty, które posiadają pewną symbolikę. Zanim obwiesimy się nimi, przeczytajmy co znaczą. Nie popadajmy jednak w paranoję. Poczytajmy jakieś historyczne książki lub encyklopedie, a nie broszurki rozdawane w kościele. Najlepiej poszperajmy w kilku źródłach. I - co najważniejsze - nie przypisujmy przedmiotom boskiej mocy!

Myśl kończąca tę notkę - katoliku (i nie tylko), myśl!

To tyle na dzisiaj. Jeśli macie jakieś pytania lub nie zgadzacie się ze mną - piszcie w komentarzach! Piszcie także co myślicie na przedstawiony temat :)

piątek, 17 maja 2013

Córka marnotrawna

Hej-hop! Jest tu kto?
Jednak postanowiłam przywrócić ten blog. Dlaczego? Sama nie wiem. Być może tęskniłam, być może mam ochotę znów wyżyć się intelektualnie, a może po prostu wciąż mam za dużo pytań i za mało odpowiedzi?
Mam nadzieję, że nadal będziecie czytać to, co tu opublikuję, komentować moje notki i pozwalać mi zdobywać nową wiedzę.
Dzień dobry, po raz drugi! :)

czwartek, 29 listopada 2012

Przygotujmy się na Boże Narodzenie

Dlatego, że to już niedługo... dzisiaj trochę o Adwencie. W tym czasie wierni oczekują ponownych narodzin Jezusa. Symbolika, symbolika i jeszcze raz symbolika. Trochę tego jest, ale ten czas ma nam pomóc nie w przygotowaniu naszych domów czy lodówek, ale w przygotowaniu naszych serc, mówiąc piękną metaforą ;)

Data świąt Bożego Narodzenia, jaką znany teraz, została wyznaczona dopiero w II połowie IV wieku.To logiczne, że Adwent pojawił się dopiero po tym wydarzeniu. Pierwsze ślady obchodzenia Adwentu spotykamy w IV w. między innymi w liturgii galijskiej i hiszpańskiej. W Hiszpanii pierwsze wzmianki o przygotowaniu do obchodu Narodzenia Pańskiego (choć nie jest ono określane mianem Adwentu) pochodzą z roku 380. Miały one charakter pokutny i ascetyczny.

W kościele nie ma kwiatów, nie śpiewa się "Gloria" (czyli >>>TO<<<, gdyby ktoś nie wiedział ;). Kolor szat liturgicznych zmienia się na fioletowy (wyjątkiem jest trzecia niedziela Adwentu, Niedziela Gaudette, kiedy to szaty są koloru różowego). W Kościołach ewangelickich odprawiane są nabożeństwa adwentowe. Tradycją w Kościele katolickim są odprawiane w tym okresie o świcie msze, zwane roratami. Są to msze ku czci Marii, podziękowanie za to, że zgodziła się być matką Jezusa. Adwent dzieli się na dwie części: oczekiwanie na Jezusa i szczególne przygotowanie na Jego przyjście.

Pojawia się również wieniec adwentowy z czterema świecami. Nie są one bez znaczenia.
*pierwsza świeca - symbol przebaczenia przez Boga nieposłuszeństwa Adama i Ewy wobec Niego.
*druga świeca - symbol wdzięczności za dar Ziemi Obiecanej.
*trzecia świeca - symbol radości króla Dawida, celebrującego przymierze z Bogiem.
*czwarta świeca - symbol nauczania proroków, głoszących przyjście Mesjasza.

Teksty liturgiczne Adwentu ukazują postacie Starego i Nowego Testamentu, przez których życie i działalność Bóg zapowiadał i przygotowywał świat na przyjście Jezusa.

Tyle historii i standardowych informacji ;) Po co jest nam ten cały Adwent? Już pisałam - w tym czasie mamy się przygotować na Boże Narodzenie. Nie chodzi o wymyślanie potraw lub generalne porządki. Chodzi o szczególny okres modlitwy. W tym czasie mamy wyciszyć swój umysł, jeszcze bardziej starać się odbiegać od grzechu, robić jeszcze więcej uczynków. Po co? Po to, żeby być gotowym na przyjęcie Jezusa. Oczywiście, Jezus nie urodził się 24 grudnia, ale wspomniałam już, że tu ważną rolę odgrywa symbolika ;) Sami powiedzcie, czy nie jest dla nas dobre mieć taki okres? Sam fakt istnienia Adwentu zmusza nas do zatrzymania się i zastanowienia. A bycie lepszym "tylko ze względu na Adwent" jest lepsze, niż nic ;)

A Wy jak przeżywacie Adwent? Składacie jakieś postanowienia? Zapraszam do komentowania! :)

czwartek, 1 listopada 2012

"Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli": plagi egipskie

Chciałabym zacząć cykl notek opowiadający o zmaganiach Ludu Wybranego w drodze z Egiptu do Kanaan. W dzisiejszej notce chcę Wam opowiedzieć o dziesięciu plagach egipskich. Miały one przekonać faraona, żeby wypuścił Izraelczyków. Ile jest w tym prawdy? Sami musicie sobie na to odpowiedzieć. Jednak plagi można łatwo wyjaśnić zjawiskami przyrody, czyli każdy znajdzie coś dla siebie.

Plaga pierwsza
"Aaron podniósł laskę i uderzył nią wody Nilu na oczach faraona i sług jego. Woda Nilu zamieniła się w krew. Ryby rzeki wyginęły, a Nil zaczął wydawać przykrą woń, tak że Egipcjanie nie mogli pić wody z Nilu. Krew była w całym kraju egipskim"(Wj 7, 20-21)

Wyjaśnieniem może być wyrzucony czerwony popiół wulkaniczny w trakcie zagłady Thiry
(przeczytacie o tym >>>TUTAJ<<<). Dotarł on do Egiptu i zanieczyścił wody Nilu.

Plaga druga
"I wyszły żaby i pokryły ziemię egipską" (Wj 8, 6)

Wody zostały zanieczyszczone, żaby straciły swoje naturalne środowisko, więc wyszły na ląd.

Plaga trzecia
"Komary pokryły ziemię i bydło, cały proch w ziemi egipskiej zmienił się w komary" (Wj 8, 13)

Kiedy żaby wyszły na ląd, szybko wyginęły (Biblia mówi, że zebrano je w jedno miejsce). Przez to larwy komarów straciły wroga i zyskały pożywkę.

Plaga czwarta
"Domy Egipcjan zostaną napełnione muchami, a nawet ziemia, na której będą" (Wj 8, 17)

Tak, jak w poprzedniej pladze - muchy mogły się swobodnie rozwijać.

Plaga piąta
"Oto ręka Pana porazi bydło twoje na polu konie, osły, wielbłądy, woły i owce i będzie bardzo wielka zaraza" (Wj 9, 3)

Jak wiemy, muchy mogą roznosić różne choroby. Poza tym, woda w Nilu była zatruta z powodu pyłu. Te czynniki mogą się przyczynić do wymarcia zwierząt.

Plaga szósta
"Pył będzie się unosił nad całym krajem egipskim i sprawi u człowieka i bydła w całej ziemi egipskiej wrzody i pryszcze" (Wj 9, 9)

Pył - znów wracamy do wybuchu wulkanu. Wrzody i pryszcze - naukowcy twierdzą, że była to ospa, którą mogły przenieść owady z poprzednich plag.

Plaga siódma
"Pan zesłał grzmot i grad i spadł ogień na ziemię. I powstał grad i błyskawice z gradem na przemian tak ogromne, że nie było takich na całej ziemi egipskiej od czasu, gdy Egipt stał się narodem" (Wj 9, 23)

Odpowiedzią są opady piroklastyczne – składają się z materiałów wyrzucanych w powietrze przez wulkan; są to drobne cząstki rozpylonej lawy (popiół wulkaniczny), jej strzępy i bryły (lapille, bomby wulkaniczne), a także okruchy i bloki starszych utworów, wyrwane z budowli wulkaniczne.

Plaga ósma 
"Rano wiatr wschodni przyniósł szarańczę. Szarańcza przyleciała (...) i pokryła powierzchnię całej ziemi. I ciemną się stała ziemia od szarańczy w takich ilościach. Szarańcza pożarła wszelką trawę z ziemi i wszelki owoc z drzewa, który pozostał po gradzie" (Wj 10, 13)

Najprawdopodobniej opady popiołu wulkanicznego wywołały migrację szarańczy.

Plaga dziewiąta
"Gęsta mgła leżała w całej ziemi egipskiej przez trzy dni. Jeden drugiego nie widział i nikt nie mógł wstać z miejsca przez trzy dni" (Wj 10, 22-23)

Spowodował to obłok pyłu wulkanicznego. Po wybuchu wulkanu Krakatau przez cztery dni mieszkańcy Jokohamy w Japonii nie widzieli słońca. Świadkowie, znajdujący się na terenie erupcji Krakatau w 1883 roku, potwierdzają, że słońce dawało wówczas niewiele więcej światła niż księżyc w pełni.

Plaga dziesiąta  
 "O północy pozabijał Pan wszystko pierworodne Egiptu: od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swoim tronie, a także do pierworodnego tego, który był zamknięty w więzieniu, a także wszelkie pierworodne z bydła" (Wj 12, 29)

Jak wyjaśniają to naukowcy? Otóż, z powodu złych warunków atmosferycznych i wylewu zanieczyszczonego Nilu, do zboża dostała się pleśń, której spożycie w dużych ilościach powoduje śmierć. Jednak dlaczego tylko pierworodni? W Egipcie, w czasach głodu, pierworodnym podawano podwójne racje żywnościowe, aby przetrwali.

Teraz mój mały komentarz. To, że wszystkie plagi da się wyjaśnić, nie znaczy, że Bóg nie miał w tym udziału. Przecież to On rządzi prawami przyrody. Mógł po prostu zrobić bum! i patrzeć jak wszystko się dzieje poprzez efekt domina. Czy to nie jest genialne? Chociaż w przypadku ostatniej plagi bardziej podoba mi się wizja śmiercionośnego anioła przechodzącego przez Egipt ;)

A co Wy o tym myślicie? Potrzebujecie takich wyjaśnień? Zapraszam do komentowania :)

czwartek, 25 października 2012

Maria z Magdali

Czyli Maria Magdalena :) Jej życiorys jest o tyle ciekawy, że nie wiemy kim tak naprawdę była. Nowy Testament wspomina o niej dwanaście razy. Czy była tylko towarzyszką Jezusa, jedną z apostołów? Czy może kimś więcej, o czym krąży wiele teorii spiskowych? Przekonajmy się ;)

Maria była tą, z której Jezus wypędził siedem duchów, o czym wspomina Łukasz w swojej ewangelii:

"A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów" (Łk 8; 1-2)

Uczestniczyła także w drodze krzyżowej Jezusa, była przy składaniu Jego ciała do grobu, oraz była pierwszą osobą, która ujrzała Go po zmartwychwstaniu i jako pierwsza dostała polecenie głoszenia Dobrej Nowiny.

Przez bardzo długi czas była utożsamiana z Marią z Betanii, siostrą Marty i Łazarza, którą z kolei przypisuje się do grzesznicy z Ewangelii wg św. Łukasza, która namaściła Jezusowi stopy.

"A oto kobieta, która prowadziła życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem" (Łk 7, 37-38)

Jednak są to trzy zupełnie różne osoby. W VI w. papież Grzegorz I Wielki twierdził, że "kobieta, którą Łukasz nazywa grzesznicą a Jan Marią, to ta sama osoba, z której, według Marka, Jezus wypędził złe duchy". W XVI w. francuski humanista Jacques Lefèvre d'Étaples wygłosił opinię mówiącą, że należy rozróżnić trzy Marie występujące w Nowym Testamencie. Opierał się na zdaniu Erazma z Rotterdamu. Kościół sprzeciwił się takim twierdzeniom i pod groźbą uznania Lefèvre'a za heretyka, zmusił go do wyrzeczenia się swoich poglądów.

 Teraz trochę teorii spiskowych ;) Niektórzy twierdzą, że Maria Magdalena była kochanką lub żoną Jezusa, że nosiła w sobie Jego dziecko lub nazywają ją Świętym Grallem. Powołują się na ewangelie gnostyckie. Cały świat dowiedział się o tych historiach związanych z Marią, za sprawą Dana Browna i jego książki "Kod da Vinci". Dla wszystkich zafascynowanych twórczością tego pana - Brown popełnił wiele błędów, przedstawiając swoją teorię. Napisał po prostu książkę, która zarobiła na sensacji, którą podburzały władze Kościoła (uważam, że zakazywanie czytania jakiejkolwiek książki, jest bezsensownym posunięciem władz Kościoła i najzwyczajniej mnie śmieszy). Może Was zmartwię, ale nawet ewangelie gnostyckie nie mówią o tym, że Maria Magdalena była żoną Jezusa. Jeżeli chcecie, możecie poczytać o tym >>>TUTAJ<<<. (nie chcę kopiować czyiś słów, dlatego po prostu podaję Wam link).

Co ja myślę o całej tej sprawie? A czy to naprawdę ma jakiekolwiek znaczenie, czy Maria była żoną Jezusa? Czy informacja o dziecku Jezusa zmieni coś w mojej wierze? Odpowiedź brzmi: nie. Nie chcę spekulować. Nie wykluczam miłości jaka wynikła pomiędzy Jezusem a Marią. Byłoby to dziwne, że trzydziestoletni mężczyzna jest samotny. Ale nie zapominajmy, że nawet Ci, którzy nie uważali Jezusa za Mesjasza, utożsamiali go z prorokiem. Porównując do tego innego proroka z tamtych czasów - nikt nie stara się wcisnąć żony Janowi Chrzcicielowi, prawda? ;)

Możliwe, że Maria Magdalena kochała Jezusa. Nie tylko jako Boga, ale również jako człowieka. I co z tego? Ktoś jej tego zabrania? Ważne, że przy Nim była, nawet podczas Jego męki. Nie zapominajmy, że większość uczniów Jezusa, opuściła Go w tym momencie. Dlatego Maria Magdalena stawiana jest za apostolski wzór. Powinniśmy zajmować się jej wiarą, nie jej uczuciami, do kogokolwiek by je kierowała.

A co Wy myślicie na temat Marii Magdaleny? Jest Wam obojętna, czy może fascynuje Was ta postać? Co uważacie na temat jej związku z Jezusem? Zapraszam do komentowania ;)